cocteau twins   ::   nowości   ::   zespół   ::   dyskografia   ::   archiwum   ::   linki   ::   autor   ::   księga gości




Nieudana reaktywacja

W 2005 roku, po ośmiu latach od zakończenia działalności, Cocteau Twins zgodzili się zagrać serię koncertów. W ostatniej chwili wszystko odwołano.

Na początku roku pojawiły się plotki, które Robin Guthrie potwierdził 31 grudnia w południe na Forum Cocteau Twins. Liz, Simon i Robin spotkali się po latach i postanowili zagrać na szóstej edycji Coachella Valley Music Festival (India, Kalifornia). Poprzednie edycje tej imprezy była już pretekstem do reaktywacji kilku grup. W 2003 byli to Stooges, w 2004 Pixies. 30 kwietnia 2005 obok Koktajli miała zagrać inna legenda 4AD - Bauhaus.

Promotor festiwalu, Paul Tollett w wywiadzie dla NME powiedział: „Jeśli chodzi o Cocteau, byłem wytrwały w staraniach. Pomógł mi ten sam gość, dzięki któremu pozyskaliśmy Pixies. Chcieliśmy mieć różnych artystów. Nie szukamy na siłę zespołów, które od dawna nie funkcjonują, tylko różnego rodzaju muzyki, która wniósłaby coś do festiwalu”.

Na początku Cocteau planowali zagrać tylko w Kalifornii, ale wkrótce wyrazili gotowość zagrania większej trasy. Skład mieli uzupełnić gitarzysta Mitsuo Tate i perkusista Damon Reece, prywatnie partner Liz. Obecność Reece była niejako demonstracją definitywnego zagaszenia konfliktów personalnych w Cocteau Twins.

Wieść o powrocie ukochanego zespołu wywołała entuzjazm wśród fanów. Złośliwi twierdzili, że ruszy też machina 4AD, która nie przepuści tak wyśmienitej okazji na zarobek. Fani wciąż czekają na kompilację teledysków na DVD...

Tymczasem w marcu, kilka tygodni przed występem, na stronie internetowej festiwalu podano zaskakującą informację: „Z powodów osobistych Elizabeth Fraser zdecydowała, że nie jest w stanie uczestniczyć w reaktywacji i przeprasza wszystkich za niedogodności z tym związane”.

15 marca Robin Guthrie tak skomentował sytuację na Forum Cocteau Twins:

Co mogę powiedzieć? Nie było prób, nie ustalaliśmy listy piosenek, w ogóle nie widzieliśmy się od ostatniego spotkania sześć tygodni temu, kiedy zgodziliśmy się zagrać ten koncert. W tym tygodniu mieliśmy zacząć próby, ale tak się nie stanie.
Rozumiem każdą osobę, która się wkurwiła z powodu tej sytuacji, bo wiecie co? Sam jestem wkurwiony. Co prawda nie kupiłem biletu, nie zarezerwowałem samolotu i reszty rzeczy, które zaraz będą wypomniane w nadciągającym sporze o to, kto jest odpowiedzialny za niewypał, dlaczego i o co w ogóle, kurwa, chodzi.
Sytuacja przywołuje mi nostalgiczne wspomnienia tych dni 1997 roku, kiedy po raz pierwszy dano mi do zrozumienia, że jestem już niepotrzebny. W pięknych okolicznościach rozpoczyna się wiosna...

Chciałbym wyrazić wdzięczność wszystkim, którzy włożyli wiele wysiłku w ten projekt. Marc Geiger, Brian Ahern, Paul Tollett, Heidi Robinson, Colin Wallace i niezliczona rzesza innych.
Teraz nie powinienem mówić nic więcej. Przepraszam raz jeszcze każdego, kto się w tym wszystkim pogubił. Czyli, zdaje się, nas wszystkich...”

W drugim poście dodał:

„.[Simon] ma z pewnością własne przemyślenia w tej sprawie. Na pewno jest mu przykro i żal. Niestety, nie mogę się wypowiadać w imieniu Elizabeth, nie potrafię sobie nawet wyobrazić powodów - w formie, którą bym pojął - dla których odwołała reaktywację.
Mógłbym zgadywać, ale to by były tylko domysły, a to forum nie jest odpowiednim miejscem, żeby mówić takie rzeczy.
Żeby być wobec Liz szczerym, ona ma prawo zmienić zdanie, każdy ma... Ale takich rzeczy ja bym nie zrobił - zwłaszcza, jeśli bym się uprzednio do czegoś zobowiązał i nakręcił fanów. No, ale jesteśmy różnymi ludźmi...
Nie sądzę, żeby istniał jakiś powód, dla którego ja i Simon musielibyśmy razem zagrać. Tego nie było w planach. W planach była cała nasza trójka, tworząca znów wspólną muzykę. Niestety, nie będzie temu dane zaistnieć”.

18 marca w radiu BBC6 wypowiedział się Simon Raymonde:

„To okropne, zwłaszcza kiedy się pomyśli o ogromie pracy, jaką w przygotowania włożyło wielu ludzi. Sporo fanów kupiło bilety specjalnie, żeby nas zobaczyć. Strasznie się czuję się z tego powodu. To mógł być wspaniały rok i kupa dobrej zabawy”.

Simon powiedział też, że zespół zakończył działalność w 1997 r., bo Liz i Robin, mimo starań, nie byli już w stanie ze sobą pracować. Trudno jednak uwierzyć, że po ośmiu latach Liz nie potrafi stanąć z Robinem na jednej scenie z „powodów osobistych”. Tym bardziej żal, patrząc na sukces reaktywowanej grupy Dead Can Dance, której liderzy - Lisa Gerrard i Bredan Perry - też kiedyś byli parą, ale to nie stanowiło przeszkody w koncertowaniu.

» do góry


Najzabawniejsze, że rok później Liz pojawiła się a festiwalu Coachella, jako wokalistka Massive Attack.